Komisja wojskowa.
- Nowak!
- Jestem!
- Majtki w dół i pochylić się!
Rekrut posłusznie pochylił się i czeka.
Lekarz katem oka zerknął i dalej wypełnia formularz
- Podnieście jajka!
Poborowy pochylony, zacisnął zęby, poczerwieniał, z pod ściany doszedł go delikatny chichot siedzących pielęgniarek.
- Jajka podnieście!
Zacisną pięści, aż kłykcie pobielały, zsiniał z wysiłku, i ciężko począł oddychać.
- Nie mogę! – wycharczał ostatkiem sił.
Lekarz popatrzył zza okularów
- RĘKOMA!!!
Archiwum dla styczeń, 2008
Joke part
Joke part
Po latach spotkało się trzech przyjaciół z II LO im Jana Zamoyskiego w Lublinie. Chcąc, nie chcąc rozmowa zeszła na teściowe.
- Ja – mówi ten z IVd który skończył medycynę – załatwię gdzieś cyjanek i dodam ku*wie do kawy.
Ten po politechnice ( z IV c), zapodaje swój pomysł :
- Wezmę ku*wa pożyczkę, kupię starej pipie Renault Clio i przetnę przewody hamulcowe. Niech się rozwali na drzewie, suka.
Gość z klasy sportowej, którego losy rzuciły na AR, mówi :
- A ja kupię dwadzieścia tabletek Ibupromu, wezmą to wszystko do gęby, przeżuję, zrobię z tego kulę, wysuszę ją w mikrofali, i zostawię na stole w kuchni.
- Ale po co ? – pytają koledzy
- Wejdzie ta stara raszpla do kuchni, zobaczy kulę i powie ” Ale wielka tabletka Ibupromu”. A ja wtedy wypadnę z łazienki i pierd*lnę ją siekierą w plecy.
Joke part
Wracamy godzinkę temu w ten mroźny wieczór z kumplami z fabryki. Jedziemy we trzech samochodem. Ja i Sławek z przodu. Andrzej z tyłu. Trwa zażarta dyskusja o filmach. Że ostatnio kiszka i nie ma co oglądać i ogólnie nędza i tak dalej. I po tytułach zaczynamy jechać. W pewnym momencie zaczynamy gadać o coraz starszych tytułach i dojeżdżamy do “Pasji” Mela Gibsona. Sławek polemizuje ze mną a Andrzej się raptem przestał odzywać.
- No bo weźmy Misiek taką Pasję na ten przykład. No nie powiem obejrzałem z zainteresowaniem… Ale jakoś tak… Hmmm…
- No czego Ty chcesz od Pasji? Moim zdaniem doskonale zrealizowany film, a ścieżka dźwiękowa tak perfekcyjna, że od razu poleciałem po dewede jak wyszło w DTS-ie.
- Nie no tak, ale mi czegoś tam brakowało. Nie wiem jak to określić… hmm, jakiejś spójności, podsumowania?
Cichutki głos Andrzeja z tyłu:
- Też myślałeś, że jednak GO uratują?
Joke part
Tam, gdzie gęsty las, a w lesie kręta ścieżyna kończą się raptownie, zaczyna się ogromne urwisko. Stromy, idealnie pionowy brzeg opada ku skłębionemu morzu parskającemu bryzgami piany i bijącemu wściekle o skały.
Nad tą przepaścią siedziały beztrosko dwa lemingi i wesoło majtały nóżkami.
- No i widzisz? – mówi jeden – Wiele nas to kosztowało, balansowaliśmy na granicy instynktu i zdrowego rozsądku, walczyliśmy z nieznaną siłą, na naszych oczach tysiące pobratymców runęło w dół ale my nie! Nam się udało! Jesteśmy ostatnimi żyjącymi przedstawicielami gatunku. Jesteśmy debeściaki hi hi hi…
Tymczasem nieopodal, uważnie przepatrując knieję, przedzierał się przez gąszcze strażnik leśny Edward – przyjaciel i niezastąpiony opiekun wszystkich leśnych stworzeń. Właśnie usłyszał dziwne popiskiwanie i głęboka bruzda troski przecięła jego ogorzałe czoło. “Pewnie jakieś zbłąkane maleństwa kręcą się tu samotne” – pomyślał – “Czas po raz kolejny udowodnić swą szlachetność – i pomóc w potrzebie!”.
- Hop hop! – zawołał.
Lemingom nie trzeba było dwa razy powtarzać…