Wracamy godzinkę temu w ten mroźny wieczór z kumplami z fabryki. Jedziemy we trzech samochodem. Ja i Sławek z przodu. Andrzej z tyłu. Trwa zażarta dyskusja o filmach. Że ostatnio kiszka i nie ma co oglądać i ogólnie nędza i tak dalej. I po tytułach zaczynamy jechać. W pewnym momencie zaczynamy gadać o coraz starszych tytułach i dojeżdżamy do “Pasji” Mela Gibsona. Sławek polemizuje ze mną a Andrzej się raptem przestał odzywać.
- No bo weźmy Misiek taką Pasję na ten przykład. No nie powiem obejrzałem z zainteresowaniem… Ale jakoś tak… Hmmm…
- No czego Ty chcesz od Pasji? Moim zdaniem doskonale zrealizowany film, a ścieżka dźwiękowa tak perfekcyjna, że od razu poleciałem po dewede jak wyszło w DTS-ie.
- Nie no tak, ale mi czegoś tam brakowało. Nie wiem jak to określić… hmm, jakiejś spójności, podsumowania?
Cichutki głos Andrzeja z tyłu:
- Też myślałeś, że jednak GO uratują?